Wywiad z Nadią Harris-Kosior przeprowadzony podczas śniadania Kubka Biznesu 11 marca przez Damiana Jemioło z portalu Korso24.pl

NADIA HARRIS-KOSIOR: „Nie oceniajmy ludzi przez pryzmat kartki papieru”

Nadia Harris-Kosior była prelegentką marcowej edycji śniadań Kubka Biznesu. Podkarpackich spotkań networkingowych dla przedsiębiorców i przedstawicieli firm. Podczas swojej prelekcji poruszała tematykę związaną z pracą zdalną, poszukiwaniem pracowników na dzisiejszym rynku, wirtualnych konferencji oraz tego, jak koronawirus wpłynie na postrzeganie przez nas wszystkich home office. Nadia Harris-Kosior była odpowiedzialna za rozwój HR w firmach na praktycznie całym świecie. Współpracowała z międzynarodowymi korporacjami, start-upami czy organizacjami. Trudno zatem o lepszą specjalistkę w dziedzinie zasobów ludzkich.

Jest Pani specjalistką od HR [human resources – przypis red.] aczkolwiek karierę zaczynała Pani w agencji pracy. Teraz jednak wypowiada się Pani o nich negatywnie, nie ukrywając tego. Dlaczego?

– Dlatego, że dzisiaj mamy bardzo duży dysonans między zrozumieniem biznesu i jego rzeczywistych potrzeb przez agencje rekrutacyjne, które rekrutują kandydatów, dopasowując ich do opisu stanowiska. Te [opisy – przypis red.] bardzo często zlecone są przez klientów. Czasami rzeczywiście odbywają się spotkania z osobami odpowiedzialnymi za rekrutację w danej firmie, na przykład z kierownikiem działu lub team leaderem, natomiast ja jestem zwolenniczką tego, że aby znaleźć właściwego człowieka do organizacji ważnym jest, aby znać tę firmę i jej kulturę organizacyjną. Oczywiście nie zawsze. Wiele agencji jednak tego nie robi. Nie mówię, że nie ma skutecznych firm rekrutacyjnych, jednak zawsze ta potrzeba biznesowa i kultura organizacyjna są najważniejsze.

Można odnieść wrażenie, że niektóre agencje pracy, to takie „ukryte fabryki”, działające na zasadzie – klienci zlecają, jest ich dużo, trzeba wszystko szybko wykonać.

– Dokładnie. Może akurat ten kandydat, którego udało nam się „złapać” zostanie upłynniony, co wiąże się z korzyścią finansową. To doprowadza do sytuacji, w której psuje się nam rynek. Kandydaci często są niedopasowani do ofert pracy i mają obiecane pewne rzeczy przez agencje, a później nie dostają się nawet do procesów rekrutacyjnych. Pracodawcy spotykają się z dużą ilością kandydatów i tracą swój czas, ponieważ poznają nie tych ludzi, których poszukują i w konsekwencji doprowadza to do chaosu. Zdarzają się również sytuacje, w których z jednym pracodawcą współpracuje kilka agencji, co bardzo często wpływa niekorzystnie na wizerunek jego firmy, psuje jego employer branding, ponieważ wysyłane są do niego te same osoby, rekomendowane przez kilka agencji.

Jak działa ukryty rynek pracy? Firmy nie zawsze otwarcie poszukują pracowników. Czy warto wysyłać swoje aplikacje do potencjalnych pracodawców, nawet jeśli obecnie nie prowadzą rekrutacji?

– Uważam, że tak. Ze względu na bardzo dużą dynamikę w firmach czy braku działu HR zdarzają się sytuacje, w których to oferty pracy nie są publikowane. Tyczy się to zwłaszcza mniejszych przedsiębiorstw. Rzeczywiście zdarza się czasami, że aplikację złoży nam kandydat, który jest bardzo obiecujący, więc chcemy go zatrudnić, dać mu szansę lub przyuczyć go do jakiegoś zawodu. Albo okazuje się, że potrzeba biznesowa, która właśnie się zrodziła lub zrobi to za chwilę – odpowiada profilowi kandydata, który właśnie złożył do nas aplikację. Osobom, które szukają pracy, sugeruję, aby nigdy się nie poddawały i nie kończyły na wysyłaniu dwóch-trzech CV albo nawet 10 czy 15, bo nikt nam nie odpowiada. Tyczy się to w szczególności popularnych portali, na których znajdziemy oferty, jak na przykład pracuj.pl. Trzeba starać się bardzo szeroko, wszędzie i do skutku. Tylko jeśli mamy do wyboru kilka stanowisk, ekspertyz czy działek, w których chcemy się rozwijać – musimy czytać opisy stanowisk i wyszczególniać te kompetencje, które najbardziej odpowiadają poszukiwanemu profilowi.

Czytaj więcej na portalu korso24.pl